Żadna odpowiedzialna firma budowlana nie zaryzykuje pozyskania bardzo dużego kontraktu infrastrukturalnego na niekorzystnych warunkach, ustalanych jednostronnie przez zamawiającego – stwierdza dr Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, w odniesieniu do decyzji konsorcjum firm Polimex–Hochtief o wycofaniu się z dalszego udziału w postępowaniu na budowę terminala CPK. Ten krok wykonawcy to sygnał do pilnej refleksji po stronie zamawiającego, ale nie do spekulacji o przyszłości gigantycznej inwestycji. – Projekt nie upada – podkreśla przedstawiciel organizacji branżowej.
W środę, 7 października, jedno z pięciu konsorcjów uczestniczących w postępowaniu na budowę terminala CPK – Polimex–Hochtief –
poinformowało o rezygnacji z dalszego udziału w dialogu konkurencyjnym. „Po szczegółowej analizie ostatecznych warunków postępowania oraz całokształtu uwarunkowań biznesowych, technicznych i kontraktowych związanych z realizacją projektu Konsorcjum uznało, że nie będzie kontynuować udziału w tym postępowaniu” – napisali konsorcjanci w oświadczeniu. Jak podano, decyzja ta została podjęta na skutek stanowiska firmy Hochtief po dokonaniu wewnętrznej oceny ryzyk realizacyjnych, warunków kontraktowych, harmonogramu postępowania oraz terminu składania ofert.
– Wycofanie się konsorcjum z dialogu konkurencyjnego z powodów wskazanych w komunikacie jest dla mnie potwierdzeniem negatywnych sygnałów, które od dłuższego czasu docierają do mnie z różnych stron i dotyczą niskiej efektywności procesów po stronie CPK – komentuje sytuację dr Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Dziś żadna odpowiedzialna firma budowlana nie zaryzykuje pozyskania bardzo dużego kontraktu infrastrukturalnego na niekorzystnych warunkach, ustalanych jednostronnie przez zamawiającego, jeśli taki kontrakt mógłby zachwiać jej fundamentami w sytuacji, gdyby koniunktura na rynku albo sytuacja na samej budowie potoczyły się w niekorzystnym dla wykonawcy kierunku – dodaje.
Podkreśla jednocześnie, że choć wycofanie się państwowej spółki budowlanej ze sztandarowego projektu może podsycać teorie o rychłym upadku całej inwestycji, to jednak nie mają one uzasadnienia. – Radziłbym zachować spokój. Projekt nie upada – stwierdza. Wiele obszarów jednak, w ocenie eksperta, nie działa tak, jak powinno, a to wymaga pilnej refleksji. – Prowadząc tak duży i skomplikowany projekt w sposób, w jaki jest prowadzony dotychczas, można go realizować latami w żółwim tempie – mówi Damian Kaźmierczak, dodając, że liczy na to, iż inwestor właściwie odczyta ten sygnał z rynku i wykorzysta go do ewentualnej rewizji swoich działań.
– Odstąpienie jednego z pięciu konsorcjów akurat na tym etapie postępowania jest dla mnie bardzo wymowne. Tym bardziej że w komunikacie zasugerowano konkretne przyczyny tej decyzji: warunki kontraktowe i harmonogram postępowania – mówi przedstawiciel PZPB.
Co ważne, samą decyzję konsorcjum Polimex–Hochtief przyjmuje z uznaniem. – Pokazuje ona, że zarządy obu spółek działają odpowiedzialnie i roztropnie, nie bijąc się o każdy kontrakt za wszelką cenę. Mówimy przecież o zamówieniu o wartości ok. 5 mld zł. Dla porównania roczne przychody Polimeksu w 2025 r. wyniosły niewiele ponad 4 mld zł. Przy takiej skali kontraktu odpowiedzialność za ocenę ryzyka powinna przeważyć nad ambicją zdobycia prestiżowego zamówienia – stwierdza Kaźmierczak, który od wielu lat obserwuje branżę budowlaną.
Po wycofaniu się konsorcjum Polimex–Hochtief w dialogu uczestniczy czterech wykonawców.
To konsorcja na czele z firmami: Mirbud, Budimex, NDI oraz PORR.